Scena, którą znam z wielu rozmów: wieczór, ktoś w kuchni zostawił otwartą szafkę. Tylko tyle. A w Tobie podnosi się fala złości tak nieproporcjonalna, że sama się jej boisz. Wybuchasz albo zaciskasz zęby, a potem przychodzi drugi cios, może nawet gorszy od pierwszego, wstyd i myśl „Co się ze mną dzieje? Przecież taka nie jestem.”
Jeśli to znasz, przeczytaj następne zdanie uważnie: Twoja drażliwość nie jest wadą charakteru, która nagle się w Tobie wykluła. Jest jednym z najwcześniejszych i najczęstszych sygnałów hormonalnej przemiany, która u większości kobiet zaczyna się po czterdziestce, przemiany zwanej perimenopauzą. Zaczyna się cicho, na lata przed jakimikolwiek zmianami miesiączki i najpierw uderza właśnie w emocje.
Cieńsza izolacja na przewodach
Mechanizm jest prosty do wyjaśnienia, choć trudny do przeżywania. Estrogen współpracuje w mózgu z serotoniną i wycisza reakcję na stres, działa jak izolacja na przewodach nerwowych. Kiedy jego poziom zaczyna falować, izolacja robi się cieńsza. Bodźce, które kiedyś ledwo zauważałaś, dźwięki, bałagan, czyjeś „mamo!” powtórzone piąty raz, docierają do Ciebie bez amortyzacji. Układ nerwowy szybciej się zapala i wolniej gaśnie. Od płaczu do wściekłości jest pół sekundy nie dlatego, że przestałaś nad sobą panować, tylko dlatego, że musisz zapanować nad znacznie większym napięciem niż kiedykolwiek, mając znacznie mniejszą ochronę.
Złość bywa listonoszem
Jest w tej złości jeszcze coś, o czym mówi się najrzadziej. Ona bywa listonoszem. Przynosi wiadomości, które przez lata mogły pozostawać niezauważone: o tym, że masz za dużo na głowie, że potrzebujesz więcej przestrzeni albo odpoczynku, że coś Cię od dawna frustruje, że jakaś sytuacja przekracza Twoje granice albo po prostu przestała Ci odpowiadać. Czasem pokazuje też potrzebę zmiany, której wcześniej nie dopuszczałaś do siebie. Ciało, które traci hormonalny amortyzator, może przestać tak łatwo znosić to, co wcześniej było „do zniesienia”. I choć brzmi to przewrotnie, bywa w tym początek czegoś ważnego: większej uważności na siebie i na to, co Ci służy, a co już nie.
Co można zrobić od razu? Po pierwsze nazwać. Zdanie „jestem w środku zmiany, na którą nikt mnie nie przygotował” obniża napięcie skuteczniej niż samokrytyka. Po drugie, zacząć słuchać, co konkretnie Cię zapala. Nie po to, by się rozliczać, ale po to, by usłyszeć, o co naprawdę chodzi. Bo złość tego czasu rzadko jest o otwartej szafce.
Jeśli czytając to, pomyślałaś „to o mnie”
Przygotowałam program wsparcia „Po swojej stronie”.
Poznaj trzy formy programuPrzeczytaj też: „Nie poznaję siebie” · Trzecia w nocy. Znowu.